Dariusz Szoen.
Dane ponad narrację.
Nie interesują mnie uproszczone historie o zdrowiu. Interesuje mnie to, co da się sprawdzić: wyniki, wzorce, zależności i decyzje podejmowane na podstawie danych, a nie szumu informacyjnego.
Poker i giełda nauczyły mnie jednego
Nie ma dobrego gracza ani dobrego inwestora, który podejmuje decyzje na podstawie przeczucia i autorytetu. Są tylko ludzie, którzy potrafią oceniać prawdopodobieństwo, liczyć warianty i zarządzać ryzykiem — oraz ci, którzy płacą za błędne założenia.
Kiedy zobaczyłem, jak większość ludzi podejmuje decyzje dotyczące zdrowia — opierając się na tym, co powiedział lekarz w pięciominutowej wizycie, albo na tym, co właśnie było w programie telewizyjnym — poczułem dokładnie to samo, co przy stole pokerowym i na rynku, gdy ktoś działa impulsywnie, nie rozumie zmienności i myli pewność siebie z trafnością.
Nie atakuję lekarzy ani ekspertów. Mam do nich szacunek i korzystam z ich wiedzy. To, co mnie irytuje, jest czymś innym: bezmyślne powtarzanie uproszczonych narracji za autorytetami — bez weryfikacji, bez kontekstu, bez własnych danych. Teza podana dalej jako fakt, bo ktoś z tytułem wypowiedział ją wystarczająco pewnie.
Pokerzysta i inwestor wiedzą, że autorytet nie ma racji z definicji. Lepszą decyzję podejmuje ten, kto ma lepszy model rzeczywistości.
Motywacja, która nie jest filozoficzna
Mam partnerkę Karolinę i dwie córki — Polę i Maję. Choruję na cukrzycę typu 1.
To zdanie zmienia kontekst wszystkiego, co czytasz na tej stronie. Cukrzyca typu 1 to nie jest choroba, którą się leczy i zapomina. To codzienna gra z własnym metabolizmem — każdy posiłek, każdy trening, każda nieprzespana noc ma swoje konsekwencje zapisane w danych.
CGM to nie gadżet
CGM nie jest dla mnie gadżetem biohackera. Jest moim oknem na to, co dzieje się w środku — i narzędziem, które dosłownie zwiększa szansę na to, żeby być przy Poli i Mai jak najdłużej.
Liczby mają znaczenie
Kiedy widzę swój czas w strefie 70–120 mg/dl powyżej 87%, to nie jest liczba do pochwalenia się. To miara tego, jak dobrze zarządzam czymś, czego nie da się kontrolować idealnie — ale można to robić lepiej albo gorzej.
Wolę lepiej.
Zinzino — tak, jestem partnerem
Jestem niezależnym partnerem Zinzino i prowadzę firmę współpracującą z tą marką. Mówię o tym wprost, bo uważam, że ukrywanie tego byłoby nieuczciwe — a uczciwość w kwestii danych to fundament wszystkiego, co tu piszę.
Zinzino BalanceTest znalazł się w moim protokole nie dlatego, że jestem partnerem. Zostałem partnerem dlatego, że BalanceTest dał mi dane, których żadne standardowe badanie nie dostarczyło — i przekonałem się osobiście, że to narzędzie działa.
Moje trójglicerydy 58 mg/dl i balans omega-6:3 na poziomie 3.5:1 nie są slajdem z prezentacji sprzedażowej. Są wynikami z laboratorium, podpisanymi przez diagnostę, zarchiwizowanymi w mojej dokumentacji medycznej.
Możesz zrobić ten test bez kupowania czegokolwiek ode mnie. Naprawdę chcę, żebyś go zrobił — bo dane są ważniejsze niż transakcja.
Kim jestem poza danymi
Mieszkam we Wrocławiu. Mam 39 lat, partnerkę Karolinę, córki Polę i Maję. Byłem zawodowym szachistą i pokerzystą — dyscyplin, w których wygrywasz nie dlatego, że jesteś odważny, tylko dlatego, że masz lepszy model rzeczywistości niż przeciwnik.
Gram w tenisa — nie rekreacyjnie, ale jako część protokołu metabolicznego. Monitoruję glikemię 24 godziny na dobę. Robię lipidogram, BalanceTest, analizuję dane. Nie dlatego, że jestem hipochondrykiem. Dlatego, że mam cukrzycę typu 1, dwie córki i długą listę rzeczy, przy których chcę być obecny.
Dlaczego ta strona istnieje
Nie po to, żeby atakować system. Nie po to, żeby sprzedawać. Po to, żeby pokazać, że interpretacja danych, które już istnieją, jest umiejętnością — i że można się jej nauczyć.
Większość ludzi ma dostęp do wyników badań. Niewielu wie, jak je czytać w kontekście. Jeszcze mniej wie, że istnieją testy, które standardowy panel laboratoryjny pomija całkowicie.
Jeśli jesteś tu, bo chcesz rozumieć swoje ciało lepiej niż pozwala na to coroczna wizyta kontrolna — dobrze trafiłeś. Zacznijmy od danych.